Śmierć sceny.

Imprezy, Teksty

Co było pierwsze? Kura czy jajo? Dj czy producent? Utwór czy artysta?
Pytania te były motywem przewodnim mojej ostatniej pogawędki z Mizem(emerytowanym ojcem chrzestnym poznańskiej sceny dubstep, dziś połową duetu Mboyz). Dyskusja pochłonęła nas na tyle, że skutecznie uniemożliwiała odbiór doskonałego, jazzowego koncertu Tone Raw wszystkim w promieniu sześciu metrów(przepraszam w imieniu obojga. W ramach rekompensaty twórczości zespołu możecie posłuchać poniżej).

Ojciec Chrzestny głośno mówił, że w przypadku miasta Poznań to dj’e byli inicjatorami jakichkolwiek działań producenkich a młody, bezczelny romantyk dzielnie mu zaprzeczał. Przez godzinę.
Gdy zaczęły boleć nas już gardła a piwo niebezpiecznie zmniejszało swój poziom wysnuliśmy wspólną konkluzję(można tak powiedzieć?). „Globalnie rzecz ujmując, muzyczny utwór trzeba najpierw wyprodukować by mógł puścić go dj. W przypadku miasta Poznań było jednak odwrotnie gdyż to dj’e zainspirowali odbiorców do tworzenia jako, że ci nie znali wcześniej sposobu podawania muzyki klubowej czy elektronicznej.”

Mamy rok 2012. Polska, podziemna scena producencka zaczyna się tworzyć. Z domowych zakamarków wprost na soundcloud przedostaje się coraz więcej ciekawych, unikalnych nagrań. Osobiście czuję, że zaczyna się coś nowego. Otwieramy epizod w którym to producenci a nie dj’e wiodą prym. Mamy szanse stać się nowym Berlinem, Londynem czy Detroit. Odkrywamy, tworzymy. Aktualnie mocno inspirując się jeszcze sceną zachodnią lecz powoli tworząc własny, niepowtarzalny słowiański styl.

Wszystko to powinno motywować, dodawać skrzydeł, zachęcać do dalszego działania czyli rozwoju. Niestety jest inaczej.
Dlaczego?

PONIEWAŻ LUDZIE MAJĄ TO W DUPIE!

Smutna prawda jest taka, że poznaniacy(Polacy?) nie dojrzeli na odbiór własnej muzyki. Na palcach jednej ręki można policzyć ludzi, których interesuje los tej przeobrażającej się w pięknego motyla poczwarki. Artyści tworzący muzykę nie czują wparcia a doping jest im pojęciem obcym. Na imprezy z muzyką autorską nie przychodzi nikt. Za drogo? W klubie nie ma ludzi? Lepiej najebać się biedronkową wódką w mieszkaniu, piwka kupić w żabce a potem szlajać się od klubu do klubu aż usłyszy się magiczne „za darmo” albo „piątka”.

Bez publiczności nie będzie sceny. Nie będzie producentów, z których będziemy mogli być dumni. Zmotywujmy się więc. Zacznijmy doceniać, wspierać, być obecni, tworząc w ten sposób. Nasze miasto ma przecież 551 627 tysięcy mieszkańców.

Popłakaliśmy. Czas na reklamę. Wszystkie nagrania w artykule(oprócz Jazzowego kwartetu) to utwory Polskich, zdolnych producentów, którzy zaprezentują się w najbliższą sobotę w klubie Tunel. Jako, że lubię brać sprawy w swoje ręce otwieram wydawnictwo muzyczne(label) Sinus Records. Będzie to impreza inaugurująca działalność labelu.

Dokładny opis wydarzenia oraz krótki opis każdego z artystów znajdziecie TUTAJ.
Nie pozwólmy na śmierć sceny.

Peace!

Fallout